poniedziałek, 23 czerwca 2014

Kulinarna Italia

Dzisiaj ostatnia część cyklu Dziecka na warsztat - warsztat warsztatów. Nie jest to jednak koniec Dziecka na warsztat. Od września szykuje się kolejna edycja. Mam nadzieję, że znajdzie się dla nas miejsce. :)

U nas koniec tak naprawdę oznacza początek. Tym postem rozpoczynamy krótki cykl, w którym chcemy podzielić się z Wami naszymi wrażeniami z wyjazdu do Włoch. Zwiedziliśmy północne Włochy w poszukiwaniu nowych smaków i nie zawiedliśmy się. Znaleźliśmy kilka bardzo ciekawych miejsc, które nie wiadomo z jakich przyczyn nie są szczególnie popularne wśród turystów. A powinny...

Zaczynamy od Parmy i okolic. W samej Parmie nie było, według nas, nic szczególnie godnego uwagi. Za to w okolicznych miejscowościach jest kilka miejsc, które naprawdę warto odwiedzić. Szczególnie jeśli jest się pasjonatem dobrej kuchni.

Musei del cibo to zespół muzeów, które pozwalają odkryć tradycję wytwarzania najważniejszych przysmaków regionu: parmezanu, salami, szynki parmeńskiej, pomidorów, makaronów i wina. 

Dzisiaj prezentujemy jedno z nich - muzeum parmezanu. W zasadzie należałoby powiedzieć Parmigiano-reggiano. Wiele bowiem serów, które sprzedaje się pod etykietą parmezanu, koło prawdziwego parmezanu nawet nie leżało. Żeby trafić do muzeum musieliśmy się nieźle nagimnastykować. Mieliśmy trochę szczęścia, bo oznaczenia były poustawiane tak, jakby mieli tam trafić tylko lokalni. GPS o ile dobrze radzi sobie w mieście, na wsi napotyka na trudności. Wjechaliśmy w ślepą trawiastą drogę, wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy w przed siebie z nadzieją, że gdzieś trafimy. Już myśleliśmy, że ktoś zorganizował sobie muzeum w domu :) W sumie wiele się nie pomyliliśmy. Na szczęście Tata widział zdjęcie budynku w internecie. Gdyby nie to, byłoby ciężko.

Dochodzimy do budynków. A tam dwóch starych Włochów i Włoszka. Ani słowa po angielsku. Tylko italiano. Najpierw pięć minut zachwytów nad Zosią. Chyba dawno małego dziecka nie widzieli. ;) Tata odkrył w sobie talent do języka włoskiego i na wszystkie pytania odpowiadał z uśmiechem od ucha do ucha. Trik polegał na mówieniu francuskich słów z końcówkami włoskimi i z użyciem włoskiego akcentu. O dziwo działało. Skuszony pierwszymi sukcesami zdecydował przez cały wyjazd rozmawiać już tylko po "włosku".

Wracając jednak do muzeum. Znajdziecie w nim wiele eksponatów z przełomu XIX i XX w., które były wykorzystywane w tradycyjnym procesie produkcji parmezanu. Dowiecie się jak kiedyś wytwarzano ser i jak to się robi obecnie. Na koniec zwiedzania można spróbować prawdziwego Parmigiano-reggiano. Był to chyba najlepszy parmezan z tych, które próbowaliśmy w czasie wyjazdu. Aromatyczny, kruchy, o pełnym nieco mlecznym smaku. Pycha!




W budynku obok mieści się inne muzeum, które wzbudziło w nas chyba nawet większy entuzjazm. Przynajmniej w Tacie. Właściwie powinno się je nazywać "graciarnią". Jest tam bowiem wszystko czego dusza zapragnie. Różne różniste maszyny, urządzenia, przedmioty sprzed kilkudziesięciu lat, które były wykorzystywane w tamtym regionie w rolnictwie, hodowli, w domu i szkole. Dosłownie wszystko. Była młockarnia do kukurydzy, kamienie młyńskie i inne w pelni sprawne urządzenia do tradycyjnej obróbki ziarna, wystawa wędlin z różnych części wieprzowiny, chrumkając świnka zabawka, stuletni konik na biegunach, starodawna pralka na korbę z piecykiem i kominem oraz masa innych dziwadeł. Nasze wyobrażenie o muzeum u kogoś w domu nie było takie dalekie od prawdy. Oprowadza po nim przesympatyczny pan, którego te graty bardzo pasjonują. Najlepsze było to, że myślał, że jak będzie mówił głośno i wolno po włosku to wszyscy go zrozumieją. Tata rozumiał (przynajmniej tak twierdził). Ja udawałam, że rozumiem. Zosia nawet nie próbowała. :) Pan był tak zachwycony, że znalazł w Tacie słuchacza, że mówił, mówił, mówił.... Przez to nasze zwiedzanie przeciągnęło się w czasie i tego dnia nie zdążyliśmy zrobić więcej nic ciekawego. :)



Tradycyjnie zapraszam Was do odwiedzenia innych blogów biorących udział w zabawie. Na pewno czeka na Was mnóstwo niespodzianek. :) 

 

9 komentarzy:

  1. Ach Włochy, marzą mi się od dawna :) Kiedyś pojadę :) A parmezan, mmm, do pasty niezastąpiony :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, ja też chcę do Włoch! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja byłam na objeździe po pn Włoszech w czasie studiów (i w ramach ich). Wiem, że dużo mi jeszcze zostało do zobaczenia, na spokojnie, rodzinnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie byłam, moje marzenie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, jak ja bym pojechała znowu do Włoch! Jedzenie, zabytki, język no i oczywiście ... Włosi ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Oooo... jak cudnie!! Przepiękna wycieczka!

    OdpowiedzUsuń
  7. Oh jak mi Italia zapachniało:) my uwielbiamy Włochy jedzenie architekturę klimat....

    OdpowiedzUsuń