poniedziałek, 26 czerwca 2017

Art Basel

Poprzedni weekend spędziliśmy w Bazylei. Decyzja o wyjeździe była zupełnie spontaniczna. Tata w czwartek po pracy przypomniał sobie o targach Art Basel i oznajmił, że koniecznie musimy tam pojechać. Słowem wyjaśnienia. Art Basel to największe targi sztuki współczesnej w Europie. Odbywają się co roku w Bazylei. Czołowe galerie z całego świata zbierają się w jednym miejscu, żeby pokazać najciekawsze prace współczesnych artystów - tych dobrze znanych i tych wschodzących. W tym roku można było podziwiać prace ponad 4000 wykonawców. Impreza jest stworzona głównie dla kolekcjonerów, dyrektorów muzeów, kuratorów. Przyciąga jednak również rzesze zwyczajnych śmiertelników, w tym nas. :) Dwa lata temu targi odwiedziło w ciągu 6 dni prawie 100 tys. osób z całego świata.

Całe wydarzenie odbywa się w kompleksie kilku budynków. Wystawa znajduje się w dwóch głównych pawilonach. W pierwszym wystawa Unlimited, na której, jak można wywnioskować z nazwy, można obejrzeć dzieła wymagające większej przestrzeni - instalacje, performancy, filmy, wielkoformatowe obrazy i plakaty. Drugi pawilon podzielony jest na boxy, w których galerie wystawiają dzieła do sprzedania. Oczywiście w pawilonach zostały również wydzielone strefy, w których można coś zjeść i wypić lampkę wina. Dla dzieci przygotowano specjalną strefę zabaw. Niestety nie zdążyliśmy tam nawet zajrzeć, bo Zosia była zainteresowana "dorosłymi" wystawami. Na zewnątrz pawilonów zorganizowano strefę rozrywki z grami, parkietem do tańczenia i barem. Dla każdego coś miłego.

Poza wystawami głównymi w całej Bazylei w tym czasie odbywają się różnorakie wydarzenia kulturalne, a wszelkie galerie i muzea w sposób szczególny się aktywują. Świetnym pomysłem było stworzenie ścieżki przez najważniejsze zabytki miasta i ustawienie w ich pobliżu różnych rzeźb i instalacji. Niektóre w genialny sposób były wkomponowane w otoczenie.

Przedsięwzięcie olbrzymie. Każdy kto interesuje się sztuką współczesną powinien chociaż raz w nim uczestniczyć. Zalecamy wybrać się przynajmniej na dwa dni. W jeden dzień nie udało nam się jedynie pobieżnie zwiedzić strefę Unlimited i jedno piętro drugiego pawilonu wystawowego. Drugie piętro musieliśmy całkowicie pominąć ze względu na brak czasu i sił. Przynajmniej wiemy czego spodziewać się w przyszłym roku.

Jakość zdjęć musicie mi wybaczyć. Obostrzenia dotyczące aparatów były takie, że w ogóle zrezygnowałam z zabierania jakiegokolwiek. A zdjęcia robione przeze mnie telefonem pozostawiają wiele do życzenia. ;)

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Zabawa w czytanie

Ci co mnie znają, wiedzą, że podpisuję się pod czytaniem globalnym rękami i nogami. Dzięki czytaniu globalnemu Zosia przeszła proces nauki czytania całkowicie bezboleśnie. Czyta od kilku miesięcy płynnie i ze zrozumieniem. Zdarza jej się zgadywać niektóre wyrazy, kiedy nie chce jej się pomyśleć. Szczególnie w przypadku nowych, skomplikowanych wyrazów, których nie zna. Jednak większość książeczek dla dzieci jest w stanie przeczytać "od ręki" sama. Bez literowania, sylabizowania. Po prostu czytając całymi wyrazami. Obawy że będzie miała problem z odmienianiem wyrazów, okazały się bezpodstawne. Mózg bardzo szybko sobie to wszystko przetrawił. Aktualnie większość wyrazów czyta globalnie - tak jak dorośli. Te których nie zna, rozkłada na sylaby lub części sylabopodobne i syntetyzuje.

Jedną z pomocy z jakich korzystałyśmy przy przechodzeniu z czytania globalnego na czytanie analityczno-syntetyczne była "Zabawa w czytanie" wyd. Adamigo.

Gra składa się w 96 kafelków. Kafelki są wykonane z bardzo mocnej tektury. Przetrwają zabawy nawet z najmłodszymi, pod warunkiem, że ci nie zaczną ich konsumować. Kafelki dzielą się na cztery rodzaje: z obrazkiem i podpisem, z samym obrazkiem, z samym wyrazem lub z pojedynczą litera. Kolory ramek ułatwiają segregację według odpowiednich kategorii. Strona graficzna może nie jest szczególnie zachwycająca, ale nie jest to najważniejsze. :) Do gry dołączona jest instrukcja z propozycją 10 zabaw.

Czego dziecko może nauczyć się dzięki tej grze?
- analizy zapisu graficznego i wyodrębniania liter
- układania wyrazów z liter patrząc na cały wyraz
- układania wyrazów ze słuchu (mówimy wyraz za każdym razem akcentując kolejną literę)

Zosi ulubioną zabawą było łączenie w pary wyrazu i obrazka. Dzięki dwustronności kafelków miała możliwość sprawdzania poprawności odpowiedzi. Wystarczyło, że odwróciła kafelek i sprawdziła, czy wyrazy się zgadzają.


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Poznaję świat

Poznaję świat to kolejna po Poznaję Europę (opis tutaj) propozycja geograficzna wydawnictwa Zielona Sowa.

Gra zawiera: planszę, 4 pionki, kostkę i 50 kart z pytaniami. Domyślam się, że plansza miała symbolizować świat. Ciężko mi niestety dojść do tego, jakim kluczem kierował się autor przy dzieleniu jej na cztery części. Ani nie widzę za bardzo nawiązania do kontynentów, ani do stref klimatycznych. Prawdopodobnie chodziło o estetykę. :) Zadaniem gracza jest okrążenie "świata" i jak najszybsze dotarcie do swojego domku. Zasady gry są wręcz banalne. Rzucamy kostką i przesuwamy pionek o odpowiednią liczbę oczek. Jeśli wejdziemy na białe pole nic się nie dzieje. Jeśli staniemy na pole fioletowe, losujemy pytanie. Dobra odpowiedź - zostajemy na miejscu. Zła - cofamy się o 3 pola. Na planszy znajdują się jeszcze 4 pola różowe. Gdy na nich staniemy tracimy kolejkę.

Gra jest skierowana do dzieci 6+. Jedynym argumentem przemawiającym za takim ograniczeniem wiekowym jest trudność pytań. Ale… Nie muszę chyba mówić jak małe dzieci szybko zdobywają wiedzę? Zawsze możecie im ograniczyć wybór do dwóch odpowiedzi i zwiększyć szansę na poprawną odpowiedź.

Podobnie jak w Poznaję Europę do gry załączona jest książeczka z zadaniami i łamigłówkami, która pozwala przyswoić sobie wiedzę potrzebną w czasie gry.



wtorek, 6 czerwca 2017

Włoskie wakacje: Podsumowanie

Dzisiaj ostatni post z cyklu 'Włoskie wakacje'. Dość mocno przeterminowany, ale cóż zrobić.

Nie będę się szczególnie rozwodziła nad poszczególnymi atrakcjami, które widzieliśmy w kolejnych dwóch dniach naszego pobytu w Rzymie. Ich opis znajdziecie na każdym blogu podróżniczym czy stronie biura podróży. Mowa tu m. in. o Schodach Hiszpańskich, Fontannie di Trevi, Placu del Poppolo itp. Efektu "wielkiego WOW" przy większości z nich zabrakło. Żeby Was nie zanudzać encyklopedycznymi opisami powyższych, skupię się na miejscach, które przypadły nam do gustu i które według naszego subiektywnego rankingu powinny znaleźć się w programie Waszej wycieczki.

Tajemnicze drzwi to miejsce, które odkryliśmy dzięki przewodnikowi po Rzymie - "Mali odkrywcy wielkich miast. Rzym." Rossi Sarah. Atrakcja niewielka, ale bardzo magiczna. Dosłownie i w przenośni. Na futrynie tajemniczych drzwi znajduje się podobno magiczna formuła, która pozwala zamieniać żelazo w złoto. Niestety nikt poza jej autorem nie potrafi jej odczytać. Nam nie było dane nawet spróbować, bo przejście do drzwi było zamknięte z powodu remontu. Nie mniej jednak drzwi obejrzeliśmy z daleka. Zosia była zachwycona, że mogła zobaczyć miejsce, które sama znalazła w przewodniku i chętnie pozowała na ich tle. Nie omieszkałam tego wykorzystać. ;)

Kolejnym miejscem (z tych turystycznych), które warto zobaczyć jest Panteon. Pierwotnie wybudowany jako świątynia bóstw pogańskich. Od VII w. przekształcony w kościół katolicki. Jeden z najlepiej zachowanych budynków starożytnego Rzymu. Kiedy stoi się w jego wnętrzu i patrzy na sklepienie z "wielką dziurą" człowiek zastanawia się: "jak oni to zrobili?". Architektura, design, pełna harmonia i elegancja. Współcześnie zbudowanie takiego budynku zajęłoby kilka lat i wymagało odpowiedniego sprzętu i nakładów. Jak oni to zrobili prawie dwa tysiąclecia temu? Niestety wszystkie zdjęcia z okolic Panteonu wyparowały z dysku. Dałabym sobie rękę uciąć, że tam są. :(

Przy okazji zwiedzania Panteonu zajrzyjcie do pobliskiej lodziarni Venchi. Kolejka może być dość długa, ale warto chwilę postać.

Jest jeszcze jedno miejsce, które powinno obowiązkowo znaleźć się w programie wycieczki do Rzymu - Bazylika św. Pawła za Murami, jedna z czterech bazylik papieskich. Rzadziej odwiedzana przez turystów ze względu na położenie - z dala od wszystkich popularnych atrakcji. Byliśmy tam pierwszy raz kilka lat temu przy okazji naszej pierwszej wycieczki do Rzymu. Musieliśmy tam wrócić i jestem pewna, że będziemy ją odwiedzać za każdym razem, kiedy będziemy w Rzymie.
Architektura, wystrój, portrety papieży i egzotyczne otoczenie sprawia, że emanuje tam jakaś specyficzna energia, która wycisza, pozwala na chwilę oderwać się od rzeczywistości i pomedytować.

Pod względem kulinarnym Rzym dość mocno nas rozczarował. Większość miejsc, w których jedliśmy moglibyśmy ocenić maksymalnie na 3. Rozczarowanie było tym boleśniejsze, że cały czas mamy w pamięci smaki z Toskanii sprzed 3 lat. W kwestii jedzenia więc za dużo nie pomożemy. Jedyne miejsce, które możemy polecić z czystym sumieniem to Prosciutteria. Znajdziecie tam wybór produktów z Toskanii (cóż za zbieg okoliczności ;)). Salami z ziarnami fenkuła - cudo!


poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Włoskie wakacje: Koloseum, Palatyn, Forum Romanum

Kolejnym celem naszej włoskiej wyprawy było starożytnego centrum Rzymu, w szczególności  Koloseum, Palatyn i Forum Romanum.

Dotarcie tam z hotelu (zatrzymaliśmy się niedaleko Bazyliki św. Piotra) zajęło nam ponad godzinę. Najpierw czekaliśmy 15 minut na autobus. Na przystanku (w zasadzie na słupie) nie było żadnego rozkładu. Była jedynie informacja, że w tym miejscu nasz autobus się zatrzyma, jeśli łaskawie zechce przyjechać. Na szczęście, z pomocą przyszedł nam wujek Google, który ma rozkłady w mapach. Autobus spóźnił się jakieś 10 minut. Później okazało się, że powinniśmy być wdzięczni, że w ogóle przyjechał. Kolejny nie raczył.

Google co prawda pokazywał za ile minut ma się pojawić. Niestety się nie pojawiał. Ani pierwszy, ani drugi, ani trzeci. Jeździły wszelkie możliwe numery, poza tym którego potrzebowaliśmy. Po 25 minutach stwierdziliśmy, że szybciej będzie pójść na piechotę. Przejście wzdłuż Circus Maximus i Palatynu zajęło nam ok. 30 minut. Aż dziw bierze, że Zosia ani razu nie stęknęła. :)

Plan zwiedzania był następujący. Idziemy do Koloseum. Oglądamy, co jest do obejrzenia i decydujemy co dalej. Niestety Koloseum na Zosi nie zrobiło wielkiego wrażenia. Zapytana czy jej się podobało, odpowiedziała: "Nie, bo nie było tam żadnych obrazów". Trudno jej dogodzić. ;)
Nie mniej jednak Koloseum zobaczyć wypada, czy się komuś podoba, czy nie. W końcu to symbol Rzymu. Przy okazji warto ocenić jego kondycję, bo podobno od niej w dużej mierze zależą dalsze losy świata. Św. Beda Czcigodny napisał w VII w., że tak długo jak będzie stało Koloseum, będzie istniał Rzym. Kiedy Koloseum upadnie, upadnie Rzym, a kiedy upadnie Rzym, nastąpi koniec świata. Potwierdzamy, że Koloseum stoi i jest w całkiem dobrej kondycji.

A teraz czas na informację, która pomoże zaoszczędzić Wam duuuużo czasu. Bilety do Koloseum i Forum Romanum można kupić przy wejściu na Palatyn. Bilet upoważnia do wejścia do wszystkich trzech miejsc. Na podejście do okienka czekaliśmy całe 2 minuty. W Koloseum do samej kontroli czekaliśmy ok. 20 min. Po kontroli ludzie musieli jeszcze swoje odstać w kolejce po bilety.  Po długości kolejki wnioskuję, że stali tam minimum godzinę. Dziwne, że nikt z obsługi nie powie tym biednym ludziom, że 300 m dalej kupią bilety bez czekania. Z resztą podobnie ma się sprawa z wejściem na Forum Romanum. Zamiast tłoczyć się przy głównym wejściu, lepiej przejść przez Palatyn. Tym bardziej, że Palatyn jest bardzo urokliwym miejscem. Świetnie nadaje się żeby chwilę odsapnąć po zwiedzaniu Koloseum. Zosi, z całej wycieczki po starożytnym centrum, najbardziej spodobało się zbieranie stokrotek na Palatynie. Widok z ogrodu pomarańczowego na Forum Romanum zachwycający.

Jeżeli chodzi o Forum Romanum, to szczerze polecam odłożyć mapki na bok i po prostu pospacerować po ruinach. Zamiast skupiać się na tym do jakiej świątyni należała która kolumna, lepiej uruchomić wyobraźnię i poczuć klimat miejsca.




czwartek, 30 marca 2017

Włoskie wakacje: Bazylika św. Piotra i Zamek św. Anioła

Bazylikę św. Piotra mieliśmy w planach zobaczyć po zwiedzaniu Muzeów Watykańskich (post znajdziecie tu). Ponieważ kolejka była na minimum godzinę stania zdecydowaliśmy, że wybierzemy się tam następnego dnia, zaraz po otwarciu. Stanie przez pół godziny w pełnym słońcu średnio nam się uśmiechało. Do Bazyliki dotarliśmy kilka minut po otwarciu. Przy bramkach kontroli nie było żywej duszy (nie licząc ochroniarzy i wycieczki Azjatów, którą sprytnie udało nam się prześcignąć ;)). Bazylikę zwiedzaliśmy niemal sami. Dopiero kiedy z niej wychodziliśmy zaczęły napływać tłumy turystów.

Bazylika robi duże wrażenie (dosłownie i w przenośni). Podobnie jak w przypadku Kaplicy Sykstyńskiej wiele zależy od pory zwiedzania i wpadającego  do środka światła. Kilka lat temu wydawała mi sie mroczna i tajemnicza. Tym razem - jasna i dostojna. Nie wiem czym się kierowano odgradzając prawą nawę i część nawy głównej. Wiem, że zwiedzający dużo na tym stracili. W tej chwili "Pietę" ogląda się z kilkunastu metrów. Efekt? Wygląda jak zwykła rzeźba. W zasadzie cała nawa jest wyłączona ze zwiedzania. Miejmy nadzieję, że zmiana organizacji ruchu jest tymczasowa.

Sporo kłopotu sprawiło nam znalezienie wejścia do Grot Papieskich. Porządnie je zakamuflowano. ;) Pytaliśmy dwóch porządkowych, zanim tam trafiliśmy. Okazało się, że jest ukryte "w filarze". Szukajcie go w lewej nawie, naprzeciwko posągu św. Piotra. Grób św. Jana Pawła II został przeniesiony do Kaplicy św. Sebastiana - druga kaplica w prawej nawie.  Aby dostać się bliżej trzeba przejść przez "bramkarza".

Wiele osób decyduje się wejść na kopułę, z której można podziwiać w całej rozciągłości Plac św. Piotra oraz panoramę Rzymu. My tego nie zrobiliśmy ze względu na Zosię i chęć zaoszczędzenia sił na dalsze zwiedzanie.

W pobliżu Watykanu znajduje się Zamek św Anioła, który naszym zdaniem jest obowiązkowym punktem pobytu w Rzymie. O samym zamku rozpisywać się za dużo nie będę, bo wnętrza szczególnie nie różnią się od tych, jakie znajdziecie w innych zamkach. Warto zwrócić uwagę na kolistą bryłę (zamek był pierwotnie mauzoleum Hadriana) oraz prowadzący do niego Most św. Anioła. W zamku znajduje się wejście do korytarza Passetto di Borgo, prowadzącego do samego Watykanu. To tędy mieli uciekać papieże w razie zagrożenia. Na szczycie zamku znajduje się monumentalna rzeźba anioła z mieczem. Dlaczego zamek warto zwiedzić? Dla widoków. Z dachu rozciąga się bowiem przepiękny widok na Rzym oraz Bazylikę św. Piotra. Z resztą zobaczcie sami na zdjęciach poniżej.

Jeśli będziecie w okolicach Watykanu, musicie koniecznie spróbować lodów w Lemongrass Gelato. Bez wahania mogę napisać, że były to najlepsze lody jakie jedliśmy w Rzymie. A uwierzcie, że trudno nam dogodzić. ;) Specjalnie dla nich nadłożyliśmy ostatniego dnia drogi do hotelu. Zosia dałaby sie pokroić za sernikowe z musem z czerwonych owoców. Jeśli lubicie białą czekoladę, polecam firmowe Lemograss (nazwa myląca, czytajcie skład). Miłośnicy ciemnej czekolady powinni koniecznie spróbować czekoladowych z wiśniami w rumie. Ślinka mi cieknie na samo wspomnienie.

Oczywiście będąc w Rzymie w niedzielę nie mogliśmy nie skorzystać z okazji "zobaczenie" papieża Franciszka w trakcie Anioła Pańskiego. Przejście przez bramki poszło bardzo sprawnie. Następnie 15 minut wygrzewania się w słońcu, czytania książek i planowania końcówki wyjazdu. Zosi "spotkanie" bardzo przypadło do gustu. To że nie zrozumiała ani słowa, nie przeszkodziło jej z wielkim zaangażowaniem i bananem na buzi bić brawo.