czwartek, 19 czerwca 2014

Jak dogadać się z dzieckiem?

Zosia ostatnio coraz częściej i coraz bardziej gwiazdorzy. Do jej ulubionych zwrotów należą: "Zajas", "Nie mam ochoty", "Potrzebuję ... ciastko, ipada, iphone'a (można tu wstawić wszystkie rzeczy limitowane ;)), "Tata, tsimaj mnie", "Mamo, pomóż mnie".

W ubiegłym tygodniu byliśmy na rodzinnych wakacjach. Pierwsze słowa Zosi po dojechaniu do maleńkiego gospodarstwa agroturystycznego w Toskanii, XVII-wiecznego kamiennego domku zagubionego wśród winnic i gajów oliwnych, brzmiały: "Kiedy jedziemy stąd do DUŻEGO hotelu?" :D (Przy okazji szczerze polecamy Podere Alberese pod Asciano, gdzie komórki ledwo łapią zasięg, a organiczna oliwa i wino leją się strumieniami)

Oczywiście nasz sprzeciw dla żądań Jej Królewskiej Mości najczęściej powoduje falę jęczenia, stękania tudzież ryczenia. Możecie mi wierzyć, że Zosia potrafi w 15 minut wywiercić stękaniem dziurę w głowie lub brzuchu. Ma to chyba we krwi, bo stękała już przy urodzeniu. Położna wezwała na oddział pediatrę, bo nigdy nie spotkała się z takim przypadkiem. Na szczęście (lub nieszczęście) okazało się, że to tylko taka jej uroda. :)

Książka "Dogadać się z dzieckiem" autorstwa J.Berendt i M.Sendor trafiła do nas w idealnym momencie. Po dwóch tygodniach "dziwnych zachowań" Zosi zaczynałam mieć jej serdecznie dość. Po całym dniu z Zosią miałam ochotę spakować się i wyjechać na drugi koniec świata. Nadmiar spraw do załatwienia dodatkowo utrudniał dogadanie się, bo pod wpływem stresu człowiek często reaguje nie tak jak powinien i jakby chciał. Stres rodził stres. I tak się wzajemnie nakręcałyśmy.

Pochłonęłam całą. Z zapartym tchem. Bez głębszej analizy. W kilka godzin. W drodze do Włoch. Zamiast podziwiać widoki - czytałam. W dodatku nie tylko sobie, ale i Tacie (słuchał, bo w radiu tylko włoskie wycie z San Remo). I mogę Was zapewnić, że do niej wrócę, żeby przez nią przejść jeszcze raz krok po kroku - dogłębniej. Można poczuć się jak na kozetce u dobrego psychoterapeuty ;)

Książka ważna i otwierająca oczy na wiele spraw. Niby oczywista... bo dotyczy "Porozumienia bez przemocy", z którym zapewne niejedna z Was już się zetknęła. A jednak... książka została napisana tak, że pomaga poukładać sobie pewne rzeczy w głowie i podejść do swojej relacji z dzieckiem w sposób dojrzalszy, lepszy. Pomaga zastosować teorię w praktyce, co w moim przypadku jest najtrudniejsze. ;)

Książka nie jest typowym poradnikiem. Autorki kierują do czytelnika wiele pytań, na które on sam musi sobie odpowiedzieć. Zmuszają do myślenia, nie ułatwiają, ale dzięki temu treść lepiej zapada w pamięć, a nie ucieka po kilku dniach. Nie wskazują żadnej konkretnej drogi wychowawczej jako tej najlepszej. Piszą, że każdy musi sam zdecydować jak będzie budował swoje relacje z dzieckiem. I każdy sposób jest dobry, dopóki opiera się na wzajemnym szacunku, zrozumieniu i empatii. W książce nie znajdziecie złotej recepty na wychowanie dziecka. Dowiecie się za to, na co zwrócić uwagę, żeby wasze relacje były lepsze. Co się sprawdza u jednych nie musi się sprawdzić u drugich. Każdy musi wypracować swoje metody wychowawcze dostosowując je do indywidualnych potrzeb dziecka i całej rodziny.

I jeszcze jedna myśl, która ciągle krąży mi po głowie po przeczytaniu tej książki. Wymagamy od innych zrozumienia, chociaż nie potrafimy mówić o swoich uczuciach i potrzebach. Co naszym bliskim powie stwierdzenie: "Czuję się źle". Na końcu książki znajduje się lista uczuć i potrzeb, która pomaga znaleźć odpowiedni język do mówienia o swoich emocjach i poukładać sobie to wszystko w głowie. Choćby dla niej warto sięgnąć po książkę. Naprawdę warto.

Wydawnictwo: CoJaNaTo
Strona książki: Dogadać się z dzieckiem

3 komentarze:

  1. Iza z nieba mi tym postem spadłaś właśnie po całym świątecznym dniu z dziećmi mam ochotę wystrzelić się (bądź ich) do innej galaktyki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam tak kilka razy. :) O dziwo po lekturze tej książki problem się nie powtórzył. Może to cisza przed burzą... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też czasem trafiam na książkę, która rzeczywiście pomaga - albo raczej wprowadzenie jej w praktykę. Na tą jeszcze nie trafiłam i jak narazie nie mam potrzeby, obym jednak nie wykrakała. : )

    OdpowiedzUsuń